czwartek, 26 marca 2015

Pitcairn, mała wyspa z wielkią tajemnicą.

Granica między dobrem a złem, wcześniej nieprzekraczalna, zostaje przekroczona. Przeobraża się ludzka natura <...> Jest wspólnota, są Chłopcy, ich zasady. Okazuje się, że to jedyne zasady, jakie dają poczucie bezpieczeństwa...Nie uchwycisz momentu, kiedy bierzesz je za swoje. Tracisz poprzednią tożsamość. <...> To pokazuje, jak względne jest to, co nazywamy ucywilizowaniem, i jak łatwo możemy stracić człowieczeństwo.

Pamiętam z dzieciństwa film przygodowy "Bunt na Bounty". Dzielni marynarze, pod wodzą młodego Mela Gibsona, mają dosyć surowego kapitana statku, wszczynają więc tytułowy bunt i obalają despotę. Wypuszczają kapitana w szalupie na otwarte morze, a sami wracają na Thaiti, gdzie zwabiają na pokład dwanaście kobiet i sześciu mężczyzn. Podnoszą kotwicę, uciekając przed pogonią i szukając swoich wysp szczęśliwych, by po wielu perypetiach trafić na bezludną wyspę, niczym Robinsonowie, i tam się osiedlić. Wyspa nazywa się Pitcairn, a potomkowie rebeliantów z  Bounty oraz porwanych Tahitańczyków żyją na niej do dziś. Ta historia wydarzyła się naprawdę.
Reportaż Macieja Wasilewskiego "Jutro przypłynie królowa" oprowadza nas po  wyspie, pokazując życie mieszkańców, chyba najbardziej zwartej komuny na świecie. Na pierwszy rzut oka to prawdziwie rajska wyspa, z piękną przyrodą, choć z mieszkańcami patrzącymi na przybysza jak na intruza. Ponoć Wasilewski skłamał, że jest antropologiem, by dostać się wyspę, inaczej by go nie przyjęli. W 2002 roku z wyspy został deportowany dziennikarz, a pewna reporterka usłyszała:" Powiesimy cię, jeśli źle o nas napiszesz". Skąd ta wrogość? Przecież mieszkają tutaj ludzie, tacy jak wszędzie; mają rodziny, pracują, chodzą do kościoła lub nie. Każdy zna każdego na pamięć, mieszka tutaj 46 osób, więc nie jest to trudne, a między mieszkańcami istnieją starannie tkane przez lata sieci zależności. Lepiej nie mieć długu wdzięczności wobec nikogo, bo nigdy nie wiadomo, kiedy, i co gorsza, w jaki sposób ktoś od nas zażąda jego spłaty. Wyspa jest klaustrofobicznie mała, powierzchnia 4,5 km² to niewiele, by swobodnie żyć. To jeszcze mniej, by schronić się  przed oprawcami. A przecież mieszkają tutaj ludzie, tacy jak wszędzie; budują domy, drogi, obejrzą film, czasami się kłócą, rzadziej śmieją, zwłaszcza dziewczynki. Małe dziewczynki nie są na wyspie bezpieczne. Na dziewczynki się tutaj poluje, jak na gekony, i gwałci. Gwałcą sąsiedzi, koledzy, wujkowie, przyjaciele ojca. A wszyscy przez lata pielęgnują ciszę. Wasilewski powoli wprowadza czytelnika, który spodziewa się wyspiarskiej beztroski i szczęścia, do gęstego od przemocy świata. Opisuje dramat dziewczynek i kobiet skrupulatnie, ale nienachalnie. Prowadzi nas przez codzienne życie, chowanie się na drzewach przed sąsiadem, przez paniczny strach, który wywoływany jest warkotem motoru. Dalej brniemy przez rozprawy sądowe, mniej lub bardziej przekłamane. Przez wyrok na kilka lat odsiadki, przez budowę na wyspie więzienia,  które murują sami skazani. Więzienie, z którego często wychodzą, bo trzeba dach naprawić, kawałek drogi dobudować, iść na pogrzeb sąsiada. Parodia. Wiadomo zresztą, że kiedyś z tego psuedowięzienia wrócą. Pojawią się przed chatą na nowo wujkowie, sąsiedzi... Grozy dodaje informacja, że 43% mężczyzn na wyspie wykorzystuje seksualnie nieletnich. Trzeba się ukrywać prawie przed każdym dorosłym mężczyzną.
Jednak  Pitcairn to nie tylko wieloletni dramat mieszkanek wyspy. To również arcyciekawostka biologiczna. Jak to możliwe, że w populacji z taką małą pulą genową nadal rodzą się tylko zdrowe dzieci i jak to jest, że na wyspie nie ma ani jednej osoby z niepełnosprawnością. Czy gwałty to przejaw choroby psychicznej, czy tylko wieloletnia bezkarność? Pitcairn to także rewelacja etnograficzna, może wykorzystywanie nieletnich to coś w rodzaju dziwacznej kultury, której ludzie reszty świata nie zrozumieją?  Zresztą Świat ma większe problemy niż gwałty dzieci w jakimś dzikim, malutkim punkcie na mapie. Nie ruszajmy tego, nie rozdrapujmy. To nie nasza sprawa. Do tego wielka niechęć, wręcz nienawiść do Wielkiej Brytanii, której to zamorskim terytorium jest opisywana wyspa. Większość mieszkańców nie znosi Korony Brytyjskiej, nie przeszkadza im to jednak w otrzymywaniu od niej pensji, korzystaniu z opłacanego przez nią ubezpieczenia. 
Nie mogłam się powstrzymać i zajrzałam na stronę wyspy. Przyjaźnie do nas machają młodzi ludzie z banera "Repopulation". Znalazłam tu trochę historii wyspy, jest również zakładka turystyka i zdjęcie szyldu "Witamy na Pitcairn". Sielanka. Wyspiarze sprzedają miód i coś, co zakrawa na nadmorski kicz- pocztówki i karty do gry ze zdjęciami wyspy. O! Jeśli chcesz możesz zostać mieszkańcem wyspy, wystarczy wypełnić formularz i czekać na pozytywną odpowiedź.Chętnie przyjmą pielęgniarki, ale z książki wiem, że najchętniej te, które odbyły szkolenie z rozpoznawania ofiar gwałtu.

"Jutro przypłynie królowa" porusza kilka tematów, powiązanych ze sobą w sieci zależności, a całość jest tak zgrabnie napisana, że trudno jest ją streścić. Warto natomiast przeczytać. 

Kolejna książka Wydawnictwa Czarne, którą mogę polecić.
Książka zrecenzowana w ramach wyzwania Książkowe podróże u Ines