czwartek, 12 maja 2016

Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, czyli ratuj puszczę z Simoną.


Kolejna, po Tarnowskich, historia upadku polskiej arystokracji. Tym razem przenosimy się do krakowskiego dworku, gdzie mieszka rodzina malarzy z dziadka pradziada. Państwo Kossak. Jeśli któryś Kossak nie maluje, to pisze wiersze- jest artystą.

Ostatnia Kossakówna od początku nie spełniała oczekiwań własnej rodziny. Nie potrafiła malować, nie była śliczna, nie pociągała jej nawet poezja. Ale przede wszystkim nie była chłopcem, czego nie mogła przeboleć jej matka. Kossakowie w książce Anny Kamińskiej jawią się jako rodzina, która nie potrafi obdarzyć miłością własnych dzieci. Pewnie taki był kanon wychowania w tamtej epoce, gdzie świat dorosłych i dzieci były od siebie niemal całkowicie oddzielone, a dzieci głosu nie miały. Simona i jej siostra Gloria w ciągu dnia rzadko widywały się z rodzicami, a gdy już miały okazję, to rodzice rozmawiali między sobą w niezrozumiałym dla dziewczynek języku. Siostry miały być grzeczne, nierozpieszczone i dobrze wychowane. O dobrym wychowaniu przypominał wiszący na ścianie pejcz, a prośba o opuszczenie pokoju, w którym się znajdywały brzmiała: Dzieci, do budy! Niełatwe to było dzieciństwo, bolesne i pozbawione czułości rodzicielskiej. Po smutnym dzieciństwie nadeszła nienajlepsza wczesna młodość i studia, a po nich wielka ucieczka z dusznego, nieczułego dworku. Simona ukończyła studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi, ale jej miłość do przyrody zaczęła się dużo wcześniej, gdy miała kilka lat i uciekała do przydomowego ogrodu, by podpatrywać życie.

bialystok.wyborcza.pl
Planowała uciec od przeszłości i wymagań rodziny jeszcze dalej- w Bieszczady, nie dostała tam jednak upragnionej pracy, więc ostatecznie zatrzymała się w Białowieży, gdzie zaczęła pracę w Zakładzie Badania Ssaków PAN oraz w Instytucie Badawczym Leśnictwa w Zakładzie Lasów Naturalnych. Zaszyła się w środku Puszczy Białowieskiej w starej leśniczówce Dziedzince, początkowo bez prądu i bieżącej wody. W mało komfortowych warunkach dla dziewczyny świeżo po studiach, jak dla dziewczyny z takiego dobrego domu. To tutaj jednak mogła oddychać pełną piersią i robić to, co kochała najbardziej. Stać się częścią przyrody, badać ją i chronić. Przeżyła tu 30 lat. Wśród ukochanych zwierząt, które więcej dla niej znaczyły, niż ludzie. Poza jednym wyjątkiem, ale to doczytajcie sami. Choć nazywano ją czarownicą nie była głupiutką, zwariowaną starą panną, która gada z dzikami. Owszem twierdziła, że poznała mowę zwierząt dzięki wieloletnim badaniom i życiu z nimi. Nie próżnowała, rozwijała się naukowo, zajmowała się między innymi ekologią behawioralną ssaków. Wykłada ekologię i ekofilozofię na Politechnice, prowadziła szeroką działalność edukatorską i dydaktyczną. Była doktorem habilitowanym, a w 2000 otrzymała tytuł naukowy profesora nauk leśnych. To nie jest właściwe miejsce, by spisać każde wyróżnienie i nagrodę, którą otrzymała i każdą publikację, która napisała. Do tego wydane książki i gawędy radiowe z cyklu "Dlaczego w trawie piszczy". Wiedzcie, że jest tego mnóstwo. 
www.muzeum.bialystok.pl
Smutny dowód na to, jak pozbawione czułości, zimne dzieciństwo wpływa na całe życie człowieka. Zraniona przez bliskich, przez swój gatunek, Simona szukała miłości wśród zwierząt i drzew, a te przyjęły ją z otwartymi ramionami. Wśród swojej białowieskiej rodziny miała kruka, który atakował rowerzystów, stado ufnych saren, które wychowywała od oseska, dzika i rysia, z którym spała w łóżku. No Lech Wilczka, swoją wielką, ludzką miłość. Nigdy jednak nie założyła własnej rodziny, nie znalazła czasu, czy bała się, że będzie takim rodzicem jak jej własna matka?

Simona była barwną postacią, nieugięta, złośliwa, czasami agresywna. Idealny przykład człowieka, który wypracował sobie grubą skorupę, by chronić nieśmiałe, wrażliwe wnętrze. Nie, eteryczna nimfa, a  kobieta z krwi i kości, która potrafiła ostro skrytykować myśliwych i zaciekle walczyła o każde drzewo w Puszczy Białowieskiej. Szkoda, że nie ma już Pani na Dziedzince, która by powiedziała, co myśli o panu ministrze w kamizelce wędkarskiej, który przyrodę przelicza na monety.

Książka rewelacyjna, historia niezwyczajna, tak jak niezwyczajne było życie Simony Kossak. Polecam ją z wielkim przekonaniem.

Książka przeczytana w ramach: Celowania i W 200 książek dookoła świata