środa, 13 maja 2015

Kuchnia duchów, czyli terapia gotowaniem

Uduchowiona kuchnia? Bardziej gotowanie z odrobiną magii lub z przebogatą wyobraźnią. "Kuchnia duchów" to opis zmagań z rzeczywistością głównej bohaterki, która po nagłej stracie rodziców musi nauczyć się samodzielnie żyć. Trudność w tym jest taka, że Ginny nie jest  zwyczajną dziewczyną; sama o sobie mówi, że ma osobowość. Jej tak zwana osobowość to nic innego jak zespół Aspergera. Dopóki żyli jej rodzice, chronili ją, teraz musi sama stawić czoło światu.

Ginny gotuje. To ją uspokaja, wtedy czuje się bezpieczna. Pewnego razu, gdy przez przypadek przywołuje ducha swojej babki, okazuje się, że Ginny ma moc sprowadzania zmarłych, przyrządzając potrawy według ich przepisów. Nie jest to jednak mroczna powieść o wywoływaniu duchów, tutaj pełnią one tylko rolę doradczo-sentymentalną. Sedno książki to udana próba zrozumienia siebie, odkrywanie sekretów rodzinnych i opisy uniesień kuchennych.

Każdy rozdział rozpoczyna się przepisem, do tego książka jest przyprawiona taką ilością kulinarnych opisów, że zastanawiam się, czy te opisy to tło dla fabuły, czy odwrotnie. Niekończące się porównania do jedzenia, jego faktury i smaku, powodują, że brnęłam przez niektóre opisy niedbale, nieuważnie. Rozumiem, że pocałunek może smakować jak mango, ale już czyjś głos, który brzmi jak kawa, sok pomidorowy czy jest ciężki jak fusy, mokry jak piasek i ziemia, za dużo tego jak na jedną Sylwię:)

Historia z duchami w tle nie brzmi zbyt ambitnie, ale mam wrażenie, że książka nie stara się być bardzo górnolotna. To prosta, wzruszająca, czasem nużąca opowieść. O dziwo lekka, mimo że dotyka trudnych zdarzeń. Literatura pop nie z najniższej półki, w sam raz na czytanie przy prowadzeniu wózka ze śpiącym dzieckiem:)


Książka przeczytana w ramach wyzwań: