niedziela, 21 czerwca 2015

#2 Sherlock Lupin i ja. Ostatni akt w operze

Źródło

Londyn wzywa!

Irene wraz z ojcem i panem Nelsonem wyrusza do Londynu. Oficjalnym powodem wyprawy jest występ sławnej śpiewaczki Ophelii Merridew, którego nie sposób przegapić. Prawdziwy motyw jest inny, rodzina Irene ucieka przed wojenną zawieruchą. Jest wrzesień 1870 roku, trwa wojna francusko-pruska.

Młodociani detektywi wracają
 
W Londynie, oprócz wizyty w operze, na Irene czeka dwóch przyjaciół poznanych latem, na wakacjach w Saint- Malo. Niestety na pierwsze umówione spotkanie nie dociera Lupin. Przyjaciele dopiero z gazety dowiadują się, że jego ojciec, znany cyrkowiec, został oskarżony  o morderstwo. Théophraste jest podejrzany o zabicie asystenta sławnego kompozytora Giuseppe Barziniego i osadzony w areszcie. Trójka nastolatków ma tym samym bardzo osobiste zadanie do wykonania. Wierzą, że to nie Théophraste jest mordercą, muszą więc znaleźć prawdziwego zabójcę i udowodnić tym samym niewinność taty Lupina. Oczywiście to dopiero początek pełnych zwrotów akcji przygód.

Motyle w brzuchu 

Mimo że zdecydowanie zawyżam średnią wieku czytelników tej serii, nie przeszkadza mi to. Sherlock Lupin i ja to ciekawa i zawadiacka lektura na umilenie sobie popołudnia. 
W tej części nasi bohaterowie są ciut starsi, trochę inaczej patrzą na świat i na samych siebie. Jest pierwszy pocałunek, pierwsze drżenie ramion i małe rozterki sercowe. Nie przyćmiewają one fabuły, a łagodnie przypominają nam, trochę starszym, jak to jest mieć pierwsze, delikatne motyle w brzuchu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa