wtorek, 15 marca 2016

Upadek Jerycha. Artur Lundkvist


Kolejny staruszek wygrzebany z bibliotecznej półki. Okładka nie zachęca do bliższego kontaktu z książką, dziwaczne ryciny nawiązują co prawda do treści, ale zdecydowanie nie grzeszą urodą. Zaintrygowały mnie jednak na tyle, że postanowiłam sprawdzić, kto takie brzydactwa stworzył, a przy okazji przeczytałam całość. "Upadek Jerycha" to trzy krótkie opowiadania, zebrane w cieniutki tomik; historia o zdobyciu Jerycha, drastyczna bajka o drwalu oraz sceny z życia człowieka, który twierdził, że jest Bogiem. Największe wrażenie zrobił na mnie tytułowy "Upadek Jerycha", parafraza biblijnej opowieści o podboju miasta przez Jozuego. Lundkvist soczyście opisuje zdobycie Jerycha. Trup ściele się gęsto, przerażeni mieszkańcy próbują uciekać przed Izraelitami, bydło tratuje ludzi uciekając w popłochu, a matki tulą niemowlęta i błagają oprawców o litość. Nikt z napadniętych, poza rodziną ladacznicy Rachab i nią samą, nie przeżywa tej napaści. Smutna to opowieść o zwycięstwie, porażce i zdradzie. Gdy porówna się ją z opisem biblijnym, oba teksty skłaniają mocno do myślenia i rodzą pytania, choćby to, dlaczego ktoś, kto zdradza swoich współbratymców jest za to wynagradzany i żyje bezpiecznie u obcych. Dlaczego wspomina się z dumą nierządnicę Rachab, która ukryła szpiegów? Być może bez jej ingerencji miasto by ocalało, a wraz z nim wiele żyć. 


Z kolei "Mała kobietka i dużo dzieci" to brutalna historia miłosna drwala i tancerki brzucha o filigranowych kształtach. Zakochują się w sobie, mieszkają w lesie i tak się dziwnie składa, że mała kobietka co roku wydaje na świat kolejne bliźniaki. Przez lata dwoją się i troją, równie mali jak ich matka. Aż pewnego dnia, gdy drwal wraca po pracy do domu, wpada w ich zasadzkę. Związują go mocno i zabijają, zadając niezliczoną ilość małych, ostrych ciosów. Jaki morał płynie z tego opowiadania trudno pojąć. Nie warto mieć licznej gromadki pociech? Nie można zaniedbywać relacji ze swoimi dziećmi, bo to się kończy tragicznie? A może to dzieci mszczą się za to, że ich matka przerwała swoją karierę tancerki w obwoźnym teatrze? Jest to możliwe, że autor miał wyjątkowo abstrakcyjne poczucie humoru, a my głowimy się nad drugim i trzecim dnem tej historyjki.

Czy warto było czytać ten tomik? Zdecydowanie lepsze książki czekają na nas na bibliotecznych półkach, ale warto, dla tytułwego "Upadku Jerycha".

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


                       "Grunt to okładka"                            



"Celuj w zdanie"
Sylwia wyzywa