środa, 1 kwietnia 2015

Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe

Obok takiego tytułu nie można przejść obojętnie, zwłaszcza jeśli to tytuł książeczki dla dzieci.

Pamiętam swoje pierwsze zwierzątka. Miałam wtedy kilka lat i zaprosiłam stadko ślimaków do zamieszkania ze mną. Urządziłam im przytulny domek w kartoniku po herbatnikach, wyścieliłam trawą i przynosiłam świeże mleczyki do pochrupania. Moi dzielni rodzice przyjęli nowych lokatorów bez szemrania, z uśmiechem (pewnie politowania;p) na twarzach. Czuli, że matkowanie ślimakom to kwestia kilku dni. Mieli rację, wyrodna Sylwia niebawem urządziła mięczakom eksmisję.
Lusię- małą niedźwiedzicę spotkała podobna przygoda. Na spacerze znalazła swoje zwierzątko domowe- chłopczyka i przyprowadziła go do domu. Oj, przestrzegała mama niedźwiedzica: dzieci to koszmarne zwierzątka domowe, ale kto się słucha maminych porad, gdy chodzi o nowe zwierzątko?
Lokator napełnił niedźwiedzi dom śmiechem, piskiem...i wieloma zniszczeniami. Nie każdy pupilek daje się łatwo oswoić i słucha się swojego opiekuna; już pierwszego dnia przekonała się o tym mała niedźwiedzica.

 Na domiar złego, ku rozpaczy Lusi, chłopczyk zniknął. Mała niedźwiedzica wyruszyła na poszukiwania chłopca i odnalazła go- gdy ten radośnie spędzał czas ze swoją rodziną. Podglądając swoje domowe zwierzątko zza drzewa, doszła do wniosku, że jego miejsce nie jest z nią, w niedźwiedzim domku, ale z własną mamą, tatą i siostrą. Smutna, ale pogodzona z tym faktem, Lusia wróciła do domu i opowiedziała wszystko mamie. Coś czuję jednak przez skórę, że chłopczyk nie był ostatnią zdobyczą niedźwiadki i niedługo wyruszy na poszukiwanie kolejnego nowego lokatora.
Mądra książeczka z niejednym morałem. Opowiastka o pragnieniu posiadania przyjaciela, do wyściskania, zabawy i wspólnej drzemki. Historyjka o opiece na zwierzątkiem domowym ze swoimi prawami i obowiązkami. Taka, którą można przeczytać dziecku, gdy chce zabrać do domu kolejną kolonię ślimaków:)
Pięknie wydana książeczka, świetny grafika, twarda okładka, przyjemne kolory. Dla mnie jednak historia jest za krótka, chętnie bym podpatrzyła kolejne przygody Lusi:)

Dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za możliwość przeczytania książki.

Przeczytana w ramach wyzwania: Grunt to okładka