wtorek, 14 kwietnia 2015

Miłosny napój, czyli nuda do ostatniej kropki.



Schmitt i nudna książka? Niewiarygodne, ale prawdziwe!
 
Przykro mi, Panie Autorze. Choć jestem fanką, prawie fanatyczką, Pana literatury, sposobu kreślenia zdań, budowania intryg, mistrzowskich zwrotów akcji, jak choćby tych w "Małych zbrodniach małżeńskich", tym razem jestem zmuszona napisać tylko: Ale nuuuda! Nuda do ostatniej kropki.

Historia po-miłosna dwojga ludzi. Książeczka w formie listów, które zapamiętale do siebie piszą byli kochankowie, okraszona banalnymi niby-złotymi myślami. Stereotypowo podzielone role męska i damska, powtarzanie się- zdanie czas nie jest sojusznikiem miłości nieprzyzwoicie podobne do czas nie jest sprzymierzeńcem miłości z "Małych zbrodni małżeńskich" oraz przyciężkawe wywody w pogranicza psychoanalizy i nudy. Do tego niezbyt wyrafinowany, dający się łatwo prześwietlić fortel jednego z bohaterów i słaby warsztat. To wszystko nie zachęca do czytania. Niewątpliwym plusem "Miłosnego napoju" jest jego objętość. Szczęśliwie dla czytającego, książka jest króciutka i nie zabiera zbyt wiele czasu, który można przeznaczyć na ciekawsze lektury.
Wstyd, Panie Autorze.