środa, 8 kwietnia 2015

Nie przeproszę, że urodziłam


Idzie nowe. Medycyna ma do zaoferowania kilka skutecznych rozwiązań tym, którzy nie mogą zostać rodzicami w naturalny sposób. Kiedyś potomstwo przynosił bocian, ewentualnie znajdowano je w kapuście, a dziś niektórym z dzieci tłumaczy się, że jak chcesz mieć dziecko, to musisz mieć jajo od kobiety i nasionko od mężczyzny, ale nasionko taty było nieżywe, więc pożyczyliśmy od dziadka. Zmienia się tradycyjne pojmowanie rodziny, są modele, które mniej lub bardziej rażą osobę przywiązaną do tradycji. Ponieważ rodzina to niekoniecznie mama, tata i dzieci; równie dobrze to może być tylko mama, taka solo-mama z wyboru, to mogą być dwie mamy, dwóch tatów, dwie mamy i tata, dwóch tatów i dwie mamy… 

Autorka pierwszorzędnie wykonała swoje zadanie. Odwiedziła kilka krajów, by przyjrzeć się z bliska medycynie reprodukcyjnej i towarzyszącym jej rozwiązaniom prawnym. Między innymi była w Dani, Holandii, Wielkiej Brytanii, Izraelu i na Ukrainie. Przeprowadziła wiele wyczerpujących rozmów z zaangażowanymi w in vitro osobami;  z lekarzami, dawcami, kobietami, które poddały się tej procedurze, z rodzinami nieklasycznymi, które skorzystały z pomocy surogatek. Wiele nowych dla mnie informacji, słów, pojęć (choćby rozdzielenie- matka ciążowa, matka biologiczna, matka intencyjna) i ogrom cierpienia osób, którzy niemal za wszelką cenę, chcą mieć dziecko. Swoją drogą cóż za niefortunny zlepek słów- jakby dziecko było rzeczą, którą można posiadać na własność.

Idzie nowe. W czasie, gdy część ludzi walczy o prawo do aborcji, nie chce zakładać rodzin a dzieci uważa za zbędny ciężar i obowiązek, inni desperacko walczą o zostanie rodzicami. To pragnienie pomaga im znieść upokorzenia, popadnięcie w długi, w chorobę. Jakby cel uświęcał środki. W Wielkiej Brytanii działa British Pregnancy Advisory Service (BPAS), organizacja charytatywna, która zajmuje się planowaniem rodziny i aborcją. W latach dziewięćdziesiątych słynęła ona również z tego, że oferowała samotnym matkom i lesbijkom inseminację nasieniem dawcy. Pieniądze uzyskane z pomocy przy inicjowaniu ciąż chcianych finansowały przerywanie ciąż niechcianych. Czy tylko ja czuję tu pewien zgrzyt? W sytuacji, gdy dziecko jest poczęte/poczynane zarówno z komórki jajowej dawczyni i plemnika dawcy, czyli kobieta, która je urodzi nie będzie jego matką biologiczną, a tylko (aż?) ciążową, nie rozumiem jej intencji. Nie potrafię pojąć tej przemożnej potrzeby noszenia w sobie dziecka i urodzenia go. Adopcja wydaje się o wiele mniej inwazyjnym i bardziej zrozumiałym rozwiązaniem. Można przecież przyjąć do swojej rodziny życie, które już istnieje. Dać miłość, dom, wiedzę. Zamiast ustawiać w kolejce po spermę i wyniszczać organizm terapiami hormonalnymi. 

Książka jest świetnie skonstruowana; rzetelna część merytoryczna przeplatana jest częścią intymną, historiami zmagań osób i rodzin, które walczą o byciem rodzicem. Momentami chwytająca za serce i gardło, momentami budząca wielkie zdziwienie. Gdy czytając część merytoryczną wyrabiam sobie zdanie na jakiś temat, autorka bombarduje mnie dramatem konkretnej osoby. Pochylam się nad jej historią, nad cierpieniem i już wcale nic nie jest białe lub czarne. Wiem tyle, że rozwiązania prawne, zakazy w kraju ojczystym niczego nie zmieniają. W takich wypadkach przychodzi z pomocą Internet i otwarte granice, kwitnie turystyka medyczna. Koszty nie są ważne. Ważne, by urodziło się dziecko. A czy dziecko jest ważne? Jeśli chodzi o prawa dzieci, to pamiętajmy, że nikt nie ma dzieci ze względu na same dzieci, to zawsze egoizm albo przypadek. To fundamentalna ludzka potrzeba. A czy dziecka nie dotknie brak biologicznego rodzica, brak połowy rodziny- dziadków, kuzynostwa? Lub w drugą stronę- jak się czuje dziecko, które wie, że gdzieś w świecie ma dwadzieścioro, trzydzieścioro przyrodniego rodzeństwa? Czy może powinno być wdzięczne, że się w ogóle urodziło i nie poruszać tematu? Jak to może wpłynąć na jego psychikę, na postrzeganie siebie? Mnóstwo pytań, na niektóre z nich odpowiedź czeka w reportażu, na inne musimy poczekać sami.
 
Karolina Domagalska wykazała się zaangażowaniem w temat, ale i wielką delikatnością, subtelnością. Nie znajdziemy tu gotowych opinii za lub przeciw, dostaniemy materiał do przerobienia w naszych głowach i sumieniach. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarne.