poniedziałek, 20 lipca 2015

Pan Tygrys dziczeje.


Pamiętacie Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe? Tym razem Peter Brown przedstawia najmłodszym czytelnikom Pana Tygrysa, któremu znudziły się dobre maniery i wymuszone wymienianie uprzejmości ze znajomymi. Pan Tygrys miał dość bycia dżentelmenem w cylindrze, miał chęć nieco wyluzować. Miał chęć trochę się zabawić. Jednym słowem...zdziczeć. Opuścił więc towarzystwo nadętych dam i bardzo kulturalnych panów i pobiegł do dziczy. Gdy już wyszalał się do utraty tchu, zaczęła mu doskwierać samotność. Pan Tygrys postanowił ...ale to doczytajcie sami. 



Plusem tej króciutkiej historyjki są bogate ilustracje, które można opowiadać dziecku. Samego tekstu jest niewiele i nie jest zbyt atrakcyjny. Nie wiem, czy zawinił autor, czy jego tłumacz, ale zdania w stylu miał chęć nieco wyluzować w bajeczce dla najmłodszych nie są najszczęśliwszym pomysłem. Według mnie są niedbałe i niepotrzebnie wprowadzają niechlujność do słownika dziecka. 

Gdy czytam inne recenzje tej książeczki, widzę same laurki i zdecydowaną nadinterpretację tekstu. Jaki z tego morał? Może jestem zbyt wymagająca w kwestii wartościowych bajek, a może inni nie chcą osłabić swoich relacji z wydawnictwami i stąd  promowanie  słabszych książek. Znacie to skądś? Czy są tematy, których lepiej nie poruszać? :D


Za możliwość przeczytania dziękuję: