poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jaglany detoks z Bogiem


Z reguły nie umieszczam tutaj wpisów natury kulinarnej, a nie da się ukryć, że ten tytuł niesie ze sobą sporo kuchennych zapachów. Niesie również ducha ewangelizacji, czego się nie spodziewałam i czego nie oczekiwałam po książce o kaszy... Dlaczego więc Jaglany detoks tutaj gości? Skusiła mnie okładka, piękne zdjęcia potraw w środku i moja słabość do czytania o zdrowym odżywianiu.

Tytułowy jaglany detoks to 7 dniowe oczyszczanie organizmu przy pomocy kaszy jaglanej. Podoba mi się holistyczne podejście autora do detoksu, żeby zwrócić uwagę na oczyszczenie i ciała, i duszy. Niestety, przez większość książki Marek Zaremba tłumaczy nam, dlaczego chorujemy, czym jest detoks, dlaczego go warto wypróbować- i w końcu!- jak go przeprowadzić. Zdecydowanie za dużo miejsca zajmuje jego refleksja o zgubnej cywilizacji, stresie kulturowym i wierze, a za mało miejsca poświęcono samym przepisom. Męczyły mnie powtórzenia tych samych myśli i mgliste tłumaczenia, jak choćby to, dlaczego nie wolno praktykować jogi, w którym jedno z bardziej zrozumiałych zdań brzmi: wszyscy chrześcijanie powinni jasno wiedzieć, że to nie "powitanie słońca" ani żadne inne ćwiczenia jogi, ani w ogóle jakiekolwiek ćwiczenia mogą nam zapewnić więcej łaski Bożej. Zgadzam się! Oczywiście, że się zgadzam. Pytanie tylko, czy ktoś robi przysiady lub koci grzbiet właśnie dla tej łaski? Zabrakło tutaj dobrego redaktora. Jeśli ktoś chce koniecznie wydać książkę a wie, że pióro jego do lekkich, niczym żołądek po jaglance, nie należy powinien zaopatrzyć się w sumiennego redaktora. Takiego, który błędy poprawi, wyrzuci powtórzenia, doda całości polotu i wyżej wspomnianej lekkości.

Nie mogę nie wspomnieć o bardzo obiecującym opisie książki z tylnej części okładki (chylę czoła, nie ja zwróciłam na niego uwagę, tylko mój mąż): Jaglany detoks to nie tylko sposób na dietę (...). Dzięki tej książce poprawisz jakość swojego życia, oczyścisz umysł, odnajdziesz wewnętrzny spokój, odbędziesz podróż w głąb siebie- znajdziesz to, co najważniejsze. Miłość. Serio?  To już  chyba lekkie nadużycie.

Książkę ratują piękne zdjęcia potraw i ciekawe przepisy, szkoda,  że jest ich tak niewiele

A może czepiam się, żeby odreagować, bo nie wyszła mi szarlotka z przepisu autora. Tak zachęcająco wyglądała w książce!