czwartek, 12 lutego 2015

Chutnik wieczorową porą, czyli Mama ma zawsze rację


Myślisz sobie ooo... tu się kroi jakaś grubsza afera. Efekt jojo. Efekt cieplarniany w związku z nadmiernym przytulaniem się do chłopca. W aptece chrząkasz przy okienku i zażenowaniem prosisz o test ciążowy, nad twoją głową pojawia się neon: uprawiała seks <...> Potem chwila z sikaniem i aplikatorem, z którego kapią krople grozy <...> Po sekundzie pojawiają się dwie wielkie krechy i jakby mogły, to by ci język pokazały - "jesteśmy wysłanniczkami polityki prorodzinnej tego kraju; jesteśmy zygotą słodkiego bobo, które już niedługo zrewolucjonizuje dotychczasową sielankę.

Właśnie za ten styl, za ten język tak lubię Sylwię Chutnik. "Mama ma zawsze rację" czyta się w wielką przyjemnością... aż żal, że jest taka krótka! Pomimo swoich niewielkich gabarytów porusza jednak kilka ważnych kwestii "okołomacierzyńskich" - od starcia: tabu publicznego karmienia vs seksowe półnagie panie z reklam blachodachówki, przez wstydliwą depresję poporodową, do podziału na różowe i niebieskie przyodzienie niemowlaków.  I tak z dylematu, w co ubrać dziecko płci żeńskiej przechodzimy zgrabnie do różnic w wychowywaniu dziewczynek i chłopców. Chłopiec w prezencie dostanie lornetkę, proce, lunetę- niech się rozwija, niech wielki świat odkrywa. Dziewczę dostanie chochlę, garnek lub cukierkową sukieneczkę. Ech!  Pozornie z przymrużeniem oka i jak to zwykle u Chutnik bywa- z końską dawką ironii-  autorka podaje nam tacy, z całym przekonaniem o ich ważności, tematy do przemyślenia. Co istotne, książka jest napisana bez zadęcia, bez zbędnego, mdłego tititi bobasku, a przy tym jest przezabawna. Dodam tylko, że jest uzupełniona świetnymi kolażami. Dla mnie rewelacja! Wiem, że wrócę do niej nie raz!

Dzwoni budzik – czas wstawać. Odwracamy się spuchniętą twarzą w stronę Miłości Naszego Życia i błagając, rzęzimy „odprowadzisz do przedszkola?”. Bez reakcji. Wstajemy więc i zaczynamy ogarniać rzeczywistość. W kuchni krajobraz jak po wybuchu bomby atomowej, w przedpokoju ubłocone buty, w lodówce gra zespół Pustki. Jak to się mogło stać w królestwie Perfekcyjnej Pani Domu?