czwartek, 8 stycznia 2015

"Długi film o miłości". Czy na pewno o miłości?



  To pierwsza książka  Jacka Hugo Badera, którą przeczytałam. Mam w planie przeczytać jeszcze jego "Dzienniki kołymskie", porównać style pisania, stopnie zaangażowania w temat. Skąd ten pomysł? Po przeczytaniu " Długiego filmu"  mam delikatny mętlik w głowie. O czym jest tak książka? O samolubnych himalaistach, którzy zrobią wszystko, by stanąć na szczycie, wyrzekając się braterstwa liny i w nosie mając moralność.O dobrych himalaistach, którzy potrafili uratować komuś życie narażając własne i rezygnując ze zdobycia szczytu. O tych wspinaczach, dla których wyprawa w góry to ucieczka przed starością, nieznośną codziennością i problemami w rodzinie. O aklimatyzacji, deterioracji, krótkiej historii polskiego himalaizmu. A! Jeszcze o wyprawie rodziny pogrążonej w żałobie, której cel to odnalezienie i godny pochówek ciał bliskich. Ciężko jednak tę historię wyłowić z morza różnych tematów. 

Hugo-Bader w jednym z wywiadów mówił: piszę krwią, potem i łzami. Moje pióro jest napełnione czystymi emocjami. Owszem, są momenty, w których czytałam książkę z zainteresowaniem, momentami z oburzeniem, ale wypieków na twarzy nie było. Nie znalazłam tu wiele emocji, książka jest napisana rzeczowo, bez entuzjazmu, bez polotu. Nie mogę natomiast przejść obojętnie obok rozbitego cyrku medialnego. Przejrzałam dwa artykuły traktujące o kulisach powstania książki, o otwartej, wzajemnej niechęci, by nie napisać wrogości JHB i Jacka Berbeki, którą można też zaobserwować na stronach książki. Z takim bagażem informacji trudno skupić mi się tylko na jej fabule. Nie są jasne dla mnie motywy Jacka Berberki, dla których zabrał na wyprawę o takim charakterze dziennikarza. Miało być kameralnie, wręcz rodzinnie i uroczyście. Stało się inaczej. Ponoć Berbeka nie chciał medialnego szumu, nie zależało mu na nagłaśnianiu sprawy, ale jednak zdecydował się na dziennikarza. Od razu przychodzi mi na myśl motyw finansowy, który zresztą sam wysuwa JHB. Natomiast Berberka jest innego zdania, twierdzi, że prywatne osoby pomogły mu sfinansować wyprawę. Jacek Berbera ma złe JBH, że ten nie dotrzymywał warunków współpracy i stąd ta złość: Nie znał sytuacji politycznej w regionie. - mówi Jacek Berberka w wywiadzie (http://natemat.pl/107327)- Dwa razy niemal cofnięto nas do Polski z powodu jego ignorancji. Wielokrotnie mu tłumaczyliśmy, by nie zbliżał się z aparatem fotograficznym do posterunków wojska. Zatrzymano go na krótko za to, co wyczyniał. Zachowywał się jak turysta, który przyjechał tam na wakacje. Zupełnie nic do niego nie docierało!. Wierzę, że tak mogło być, bo sam JHB w książce pisał, że nie wolno mi fotografować mostów, mundurowych i kobiet.  W takiej kolejności. Żeby było komiczniej- tymi właśnie słowami podpisał zdjęcie mostu. Szkoda, że na tym moście był tragarz, a nie żołnierz. Wtedy dopiero autor wykazałby się  brawurą. A tak, to tylko zwykłe niepodporządkowanie się - wieje nudą. Smutne jest to, że dwaj dorośli faceci, którzy z jakiś przyczyn podjęli decyzję o towarzyszeniu sobie w takiej podniosłej wyprawie, nie mogą się dogadać i otwarcie zarzucają sobie kłamstwa i konfabulacje. Po przeczytaniu pozostaje niesmak i dziwne wrażenie, że to nie jest prawdziwy reportaż, tylko pretekst do zarobku. Zwłaszcza, że przez książkę przewija się też pomysł autora, żeby nakręcić na podstawie tej wyprawy film. Nie uważam jednak, że książka jest zupełnie bezwartościowa. Dzięki niej inaczej spojrzałam na zimową przegrano-zwycięską wyprawę. Każda z postaci, która brała w niej udział, jest niejednoznaczna, jej zachowanie można tłumaczyć na wiele sposobów i nic nie jest tu tylko białe albo czarne. Wiele jest szarości, niedopowiedzeń, choć nie znalazłam tu prób zrozumienia. Nikt nam nie podaje na tacy rozwiązania, sami musimy sobie wytłumaczyć wiele zachowań i emocji. To dobrze, bo jesteśmy zmuszeni do myślenia. Podobało mi się również zamieszczenie między rozdziałami przerywników o trafnej nazwie Jazgot, w których przytaczane były komentarze internautów. Niektóre z nich są bezmyślne i odtwórcze, inne zmieniły mój spojrzenie na pewne zachowania i całe osoby. Uważam, że są cennym wkładem w książkę. Jedno, czego nie mogę zrozumieć to ten tekst: Tomkowi na pewno jest już ciepło, o co martwili się jego przyjaciele z bloga, ale pięknego widoku nie ma, jak sobie wymarzyli, bo upadł na twarz. Jak coś takiego można napisać? To jak odzieranie zmarłego z godności.